Szukaj
  • Grzegorz Grochowski

W co się bawić?

Aktualizacja: mar 6


Ambitni rodzice, poszukujący sposobów na rozwijanie dziecięcej inteligencji, pytają o wartościowe gry czy zabawy. Oferta na rynku jest przebogata, ja jednak chciałbym zwrócić uwagę na nieco inny aspekt zagadnienia.


Podczas jednego ze szkoleń dla rodziców, usłyszałem świadectwo ojca, który opowiedział w jaki sposób spędził z dziećmi pewien „halloweenowy” wieczór. Gdy inne dzieciaki chodziły po domach próbując swoich sił jako straszydła, ja zabrałem swoje dzieci na dwór i zabawiliśmy się w… CHOWANEGO. Byłem zszokowany, jak wiele rozrywki może dostarczyć ta prosta zabawa z mojego dzieciństwa. Faktem jest, że niektórzy sąsiedzi mogli patrzeć na mnie dziwnie gdy ja dorosły chłop kryłem się za śmietnikiem, ale najważniejsze, że dzieciaki były w siódmym niebie. Mam tylko jeden problem: gdy inicjuję dla swoich dzieci podwórkowe zabawy, natychmiast zjawiają się inni amatorzy i wkrótce na placu robi się spory tłumek.


Opowieść ta stanowi esencję tego czym jest prawdziwa zabawa w życiu dziecka. Nie są najważniejsze gadżety ani technologia. Istotne jest z kim się bawi i jak pracuje jego wyobraźnia. Badania pedagogiczne dostarczają wciąż nowych danych, wzbogacając wiedzę na temat wychowawczych i intelektualnych walorów zabawy. Jest ona definiowana jako czynność wykonywana dla przyjemności, której towarzyszy atmosfera radości, entuzjazmu, zaciekawienia, podekscytowania. Dziecko bawiąc się w przyspieszonym tempie rozwija swoje umiejętności, bowiem działania wymagające wysiłku, zręczności czy skupienia, stają się w zabawie przyjemne i niedolegliwe.


Zabawa zawiera element wtórnej rzeczywistościświata opartego na własnych wyobrażeniach, dającego ujście pragnieniom dziecka, jego marzeniom i dążeniom. Na pewnym etapie rozwoju mały człowiek nie potrafi się bez tej fikcji obejść, gdyż rzeczywistość realna jest dlań zbyt trudna do przyswojenia. Często zabawy czerpią swoją treść z życia społecznego, dzięki czemu uczestnicy uczą się nowych zachowań i ról, odkrywają sposoby porozumiewania się, współistnienia. Zabawa jest wreszcie działaniem o charakterze twórczym. Twórczość realizuje się najpierw w świecie wyobraźni uczestnika a następnie przekłada na rzeczywistość.


Szczególnie z tego ostatniego powodu zalecam rodzicom, by zabawki, które kupują dzieciom testowali pod kątem tego jak bardzo rozwijają aktywność i wyobraźnię. Warto cenić sobie artefakty, które są niejako „niedokończone”, otwarte na różnorakie zastosowania i kombinacje. Przykładowo wolę tradycyjne klocki z drewna lub plastiku niż wykwintne i drogie zestawy lego, które nudzą się po kilku skonstruowaniach najczęściej odtwórczych, zgodnych z instrukcją zamieszczoną na pudełku. Z tych samych przyczyn dłuższą satysfakcję daje maluchowi obcowanie z prostą „szmacianką” lub pluszowym misiem niż dopracowaną w każdym detalu laleczką z kolekcji, która najczęściej co najwyżej służy do odtwarzania scenek obejrzanych w filmie.


Odmianą zabawy są gry. Cieszy mnie, gdy w dobie dominacji komputerów widzę rodziców siadających do stolika, by rozegrać ze swoimi dziećmi partię szachów, warcabów lub innych tradycyjnych „planszówek”. Wciąż ukazują się nowe gry słowne, logiczne, przygodowe, strategiczne, quizowe, losowe, karciane itp. Niejeden rodzic doświadcza, że nawet najciekawszy show z udziałem celebrytów, nie zastąpi domowych rozgrywek w chińczyka czy emocji towarzyszących dążeniu do zgarnięcia jak największej puli w „Monopoly”. Przykłady można by mnożyć.


Bawiąc się i grając z dziećmi poznajemy ich zachowania, uczymy wytrwałości, dajemy przykład rywalizacji fair play, pozwalamy doświadczyć smaku zwycięstwa i goryczy porażki. Możemy też zaobserwować które z gier sprawiają dzieciom najwięcej przyjemności i w których udaje im się odnieść największe sukcesy. Dzięki temu poznajemy ich predyspozycje (matematyczno-logiczne, słowne, wizualno-przestrzenne, ruchowe, muzyczne, przyrodnicze i inne) i pomagamy je rozwijać.


Jest jednak pewien istotny warunek. Jeśli chcemy mieć przywilej uczestniczenia w rozwijającej zabawie naszego dziecka, powinniśmy sami dobrze się przy tym bawić. Pamiętam, gdy moje córki były małe i grywałem z nimi w proste planszówki, zdarzało mi się słyszeć taki oto komunikat: „Tato graj!” „Jak to… przecież gram?” – odpowiadałem zdziwiony i rzucałem kostką a następnie przesuwałem pionek. „Ale GRAJ!” – odpowiadało dziecko i wtedy dopiero uświadamiałem sobie o co chodzi. Owszem grały moje palce i myśli, jednak serce było bardzo, bardzo daleko. Dziecko potrzebuje naszego zaangażowania. Dopiero wtedy zabawa sprawia mu prawdziwą radość.


Oczywiście nie zawsze łatwo jest przełamać się do zabawy. Czasem trzeba świadomie pokonać lenistwo, zrezygnować z nadmiernej powagi, a nawet „zdziecinnieć”. Na szczęście w każdym dorosłym jest odrobina dziecka, tylko trzeba ją w sobie uwolnić. A wtedy okaże się, że zabawa rozwija również… Nas!

Grzegorz Grochowski - Talentologia

(tekst opublikowany w miesięczniku "Tak Rodzinie" - https://www.takrodzinie.pl/ )

29 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie