Szukaj
  • Grzegorz Grochowski

Czy mojemu dziecku się uda?

Zaktualizowano: mar 6


Chcielibyśmy, żeby nasze dzieci były szczęśliwe, rozwijały swój potencjał, w przyszłości zdobyły ciekawą pracę i „do czegoś w życiu doszły”. Jak można im w tym pomóc?


Zapytałem kiedyś moją fryzjerkę (jest to uzdolniona młoda kobieta z Ukrainy), jak to się stało, że trafiła do zawodu i czy jej marzeniem jest robić to do końca życia. Bez wahania odpowiedziała, że tak. W dzieciństwie obcinała i farbowała włosy lalkom, domalowywała nowe fryzury jeśli lale były łyse. Rzeczywiście swoją pracę wykonuje z wyjątkowym zaangażowaniem i skupieniem. Czasem przypomina mi nie fryzjera lecz architekta, który projektuje skomplikowaną budowlę.


Gdy usłyszałem wyznanie Olgi, przypomniała mi się historia Marii Skłodowskiej-Curie, która będąc już uznanym naukowcem z rozrzewnieniem wspominała zapach pracowni chemicznej swojego ojca, nauczyciela gimnazjum. Podobno już wtedy zrodziła się jej pasja zawodowa. Bywa też inaczej. Przez dużą część życia można zajmować się czymś innym i dopiero w pewnym momencie odkryć swój żywioł. Tak było choćby ze św. bratem Albertem Chmielowskim, który przeżył doświadczenie bojownika o wolność, cieszącego się estymą malarza, zakonnika i tercjarza. W końcu odnalazł swoje miejsce jako lider nowego zgromadzenia, które radykalnie jak nikt wcześniej zajęło się losem ludzi ubogich i odrzuconych. Każdy ma swoją drogę i swój czas na odkrycie powodu dla którego pojawił się na tym świecie.


Pracując z rodzicami nad odkrywaniem talentów ich dzieci, wielokrotnie słyszałem zapewnienie, że najbardziej pragną, by ich pociechy odkryły i wypełniły własne powołanie. Prawie wszyscy zgadzali się, że powołanie jest zajmowaniem się sprawami, które sprawiają radość i przynoszą prawdziwe szczęście. Genialny wynalazca Tomasz Edison miał powiedzieć: „W życiu nie przepracowałem ani jednego dnia, wszystko co robiłem to była przyjemność”. Mimo pobrzmiewającej w tych słowach nutki kokieterii, kto z nas nie chciałby podobnego wyznania usłyszeć od własnego dziecka? Zwłaszcza, gdyby dokonało czegoś choćby odrobinę porównywalnego do dzieła Edisona… Jest dobra wiadomość: każda Mama i każdy Tata może z powodzeniem pomóc swojemu dziecku osiągnąć satysfakcję zawodową i życiowe spełnienie. Uczyni to rozbudzając jego PASJĘ (kocham to robić!), odkrywając ZDOLNOŚCI (wychodzi mi to!) i pomagając odnaleźć własną MISJĘ (ktoś tego potrzebuje!).

Z PASJĄ naszych latorośli mamy zwykle dwa przeciwne kłopoty.


Jedni rodzice powiadają: „moje dziecko niczym się nie interesuje, cały czas siedzi przed komputerem albo grzebie w telefonie”. Drudzy narzekają na nadmiar zainteresowań i częste przerzucanie się „z kwiatka na kwiatek” (gitara, taniec, języki, surfing itd.). Doprowadza to ich portfel do ruiny. Generalnie przydatne bywa rozróżnienie pasji od innych pokrewnych stanów takich jak choćby zachcianka, przelotne zainteresowanie, moda czy kaprys. Pasję można poznać po tym, że jest trwała i angażująca. Warto dążyć do jej rozbudzania i pielęgnowania, mimo, że nie każda pasja z dzieciństwa przetrwa i przyniesie w życiu materialny profit. Pozostawi jednak ślad w osobowości, ucząc jak smakuje zaangażowane życie. Sposobów jest wiele między innymi odwiedzanie inspirujących miejsc, kontakt z interesującymi ludźmi, uczestnictwo w ważnych wydarzeniach, właściwy dobór zabawek i lektur no i najważniejsze: dzielenie się przez rodzica własną pasją! I tu uwaga dla wszystkich rodziców: na odkrycie własnego żywiołu nigdy nie jest za późno. Warto to uczynić, choćby po to, by być inspiracją dla swoich dzieci.


ZDOLNOŚCI naszych dzieci poznajemy po ich osiągnięciach. Powinno się to dokonywać w szkole, czy nie po to właśnie wymyślono edukację? Niestety oceny szkolne w niewielu przypadkach odzwierciedlają prawdziwe możliwości uczniów. Dzieje się tak dlatego, że szkolnictwo (nie tylko w Polsce) nastawione jest na „typowego” odbiorcę, który tak naprawdę nie istnieje. Dzieci (dorośli zresztą też) różnią się stylami przyswajania wiedzy, profilami inteligencji, temperamentami i typami osobowości. W szkole wykazać się mogą tylko niektórzy. Istnieje w historii aż nazbyt wiele przykładów talentów, które w typowej edukacji kompletnie się nie odnajdywały. Tak było choćby z przywołanym wcześniej Tomaszem Alvą Edisonem, który był najgorszym uczniem w klasie w dodatku bitym przez nauczycieli. Wypracowania Marcela Prousta uważano za beznadziejne, Churchill seplenił i jąkał się, Picasso miał trudność z zapamiętaniem kolejności liter w alfabecie, Puccini oblewał egzaminy a Einstein prawie wyleciał ze szkoły za zakłócanie dyscypliny nie rokując nadziei na przyszłość. Oczywiście jeśli Twoje dziecko ma trudności w nauce niekoniecznie jest to oznaka geniuszu. Natomiast bez wątpienia warto poszukać dlań innych pól osiągnięć, bo utrata wiary w zdolności byłaby najgorszą rzeczą, która mogłaby mu się przytrafić.


Mówiąc o MISJI mam na myśli odkrycie pola własnej przydatności. Jeśli Twoje dziecko kocha coś robić i ma do tego dryg, potrzeba mu tylko jednego: doświadczyć, że ktoś tego potrzebuje. W dorosłym życiu będzie się to nazywać rynkiem pracy – zapotrzebowaniem na dane kompetencje, wiedzę, pomysły, wytwory itp. Dla dziecka ważne, by miało kogoś, kto podtrzymuje jego marzenia, wspiera plany, uskrzydla, zachęca by nie ograniczało się do tego co przeciętne lub opłacalne. Od najmłodszych lat dbaj, by nie uczyło się dla stopni lecz dla wiedzy. Zachęcaj, by podejmowało ryzyko prezentacji własnych wytworów, stwarzaj możliwość publicznego zaistnienia, bądź najwierniejszym fanem, nagradzaj sukcesy i pokrzepiaj po porażkach. Na początku właśnie TY będziesz dawać mu poczucie, że jego pasja i uzdolnienia mają sens.


Kończąc pozwolę sobie na mały wtręt naukowy. Badając znaczenie pojęcia TALENT przekopałem się przez co najmniej 30 słowników języka polskiego. W pewnym momencie zapaliła się żarówka! W słowniku Lindego z roku 1807-1815 natrafiłem na czasownik talentować lub utalentować. Obecnie nie używa się już tego określenia ale pozostał przymiotnik: utalentowany. Skoro ktoś jest utalentowany to znaczy, że ktoś inny go utalentował. Logiczne prawda? Ty również jako rodzić możesz talentować swoje dziecko. Cóż za przywilej – współpracować w dziele Stwórcy! Powodzenia na tej drodze życzę.


Grzegorz Grochowski - Talentologia

(tekst opublikowany w miesięczniku "Tak Rodzinie" - https://www.takrodzinie.pl/ )

51 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie